Noc Kupały

Dodano 17.08.2010

Gdy słońce Raka zagrzewa, A słowik więcej nie śpiewa, Sobótkę, jako czas niesie, Zapalono w Czarnym Lesie. Tam goście, tam i domowi Sypali się ku ogniowi; Bąki zaraz troje grały, A sady się sprzeciwiały. Siedli wszyscy na murawie, Po tym wstało sześć par prawie, Dziewek jednako ubranych i bylicą przepasanych. Wszytki śpiewać nauczone, W tańcu także niezganione. (J. Kochanowski „Pieśń świętojańska o sobótce”)


„Z końcem czerwca, u progu lata, odprawiano niegdyś prastare święta ku czci słońca i miłości, (…) które trwały przez długie wieki.” Święta te zasięgiem obejmowały całą Europę, ponieważ wszystkie ludy indoeuropejskie wyznawały kult słońca, ognia i wody. Jeśli chodzi zaś o dokładny czas ich trwania, pamiętać należy, iż Słowianie (bo to ich dotyczy niniejsze opracowanie), nie posiadali kalendarza, więc kierowali się obserwacjami cykli przyrody. Noc Kupały była więc świętem względnie ruchomym.

W tradycji słowiańskiej pora letniego przesilenia dnia z nocą (solarnego przesilenia letniego), kulminacyjnego punktu roku, akcentowana była przez rozbudowany system obrzędów, o czym świadczą już zróżnicowane nazwy: Kupała, Kupalnocka, sobótka, kres czy noc świętojańska. Nazwa Kupała która pochodzi od słowian wschodnich, może oznaczać kąpiel bądź odnosić się do bóstwa solarnego (jako mężczyzny) lub bogini miłości, płodności i urodzaju (kobiety). Sobótka odwołuje się prawdopodobnie do soboty, dnia poprzedzającego święto lub świętej góry Słowian - Ślęży, gdzie podobno istniała świątynia Kupały i która do dziś nosi ślady świętojańskich obrzędów. (Nazwę Sobótka nosi też miejscowość leżąca u jej podnóża.) Kres może pochodzić od krzesania ognia. Noc świętojańska jest chyba najpóźniejszym określeniem, związanym z rozwijającym się w Polsce w X i XI wieku kultem św. Jana, wprowadzonym w Wielkopolsce przez zakony cystersów i benedyktynów. Kościół po długiej, lecz bezskutecznej walce z pogaństwem, postanowił zaadaptować owo święto, nadając mu jednak nowego patrona, nazwę i nowe znaczenie. Pogańskiego boga Kupałę zastąpiono więc świętym chrześcijańskim - Janem Chrzcicielem, którego pamięć czci się 24 czerwca co jest zbieżne z obchodami Kupalnej Nocy.


Chwila, w której słońce dochodzi najwyższego punktu, dzień jest najdłuższy, a noc najkrótsza, przypada 21 czerwca. „Wierzono, że jest to chwila bardzo ważna, podczas której dzieją się dziwne rzeczy – niezwykłą moc posiadają ogień i woda, cudowną siłę mają rośliny, a czarownice i czarty wyprawiają w tę noc przedziwne harce.”

W tę noc, noc zwycięskiego słońca Słowianie palili na wzgórzach stosy i gromadnie przy nich odprawiali zabawy.

W dawnych obrzędach sobótkowych najważniejsze były ogień i woda. Ogień ten nie jest zwyczajny, jest „żywy”, „nowy”, krzesano go w prastary sposób z desek. Do niego wrzucano zioła, a później, wierząc w jego moc oczyszczającą, skakano przezeń i przepędzano bydło. Podobne znaczenie miała również woda. Kąpiel w tę noc przełomową oczyszczała ze złych mocy, dawała nowe siły, zdrowie, zapewniała szczęście. Jest wiara powszechna ludu słowiańskiego, że aż do św. Jana Chrzciciela kąpać się nie wolno bez narażania się na chorobę lub utopienie, ponieważ w wodzie tkwią złe demony, które mogą przysporzyć problemów. Dopiero gdy św. Jan wodę ochrzci – to jest po godzinie 24, nic człowiekowi szkodzić nie może.


Warto pokrótce opisać jak wyglądało i z czym się wiązało skakanie przez ogień. Wielkie ogniska rozniecano poza wsią. „Przez ten ogień przeskakiwali parobcy, a niekiedy i dziewczęta. Dziewkę, która skacząc, wpadła w żar ognia, uznawano za czarownicę, ta zaś, która szczęśliwie przeżyła, nie była nią. Więc, gdy który ze stojących tam parobczaków chciał swej lubej dopomóc, rozniecał mniejszy ogień, by przezeń przeskoczyła, gdy zaś chciał jej dokuczyć, to gdy się zabierała do skoku, większy i szerszy rozkładał, lub dorzucał ogień, by weń wpadła, i wśród śmiechu obecnych, za ciotę (czarownicę) uznaną została.”

Choć w Wielkopolsce tak naprawdę, obrzędy sobótkowe nie były mocno rozpowszechnione, przywiązanie do nich w pozostałej Polsce było bardzo duże:


Jan Święty Chrzciciel przyszedł. Więc palą sobótki,

A wkoło niej, śpiewając, skaczą wiejskie młódki.”


Pomimo tego, że oficjalnie bawiono się ku czci św. Jana, lud pamiętał, że korzenie święto ma w czasach pogańskich. Świadczy o tym dokument pochodzący z XVI wieku: „U nas w wilię św. Jana niewiasty ognie paliły, tańcowały, śpiewały, diabłu cześć i modły czyniąc; tego obyczaju pogańskiego do tych czasów w Polszcze nie chcą opuszczać, ofiarowanie z bylicy czyniąc, wieszając po domach i opasując się nią, czynią sobótki, paląc ognie, krzesząc je deskami, aby była prawie świętość diabelska, śpiewając pieśni, tańcując;”

Ważne w tym dniu było również, aby zerwać młode gałązki brzozy, zapalić je a następnie obejść z nimi całą zagrodę i pole, po czym wsadzić w ziemię, aby uchronić plony przed nieszczęściem. Inną formą tego zwyczaju było zatykanie, po zachodzie słońca, zielonych gałązek we wrota, płoty, dachy i drzwi domów, wierząc w ich czarodziejską moc. Niekiedy gałązki te zstępował czarny bez czy zielone wieńce.

W świadomości ludzi tkwi ciekawy przesąd, że w tą noc pełną dziwów „cioty (czarownice) chodzą po wsi i uprowadzają chłopów”. W niektórych wsiach naszego regionu, w obawie przed ciotami palono wszystkie miotły!

Wierzy się również, że niektóre zioła (czarcie żebro, czyściec) należy zbierać tylko w tę wyjątkową noc, ponieważ nabierają niezwykłej siły, leczą ludzi i zwierzęta.


Tradycje puszczania wianków czy poszukiwania kwiatu paproci, które dziś nieodłącznie nam się kojarzą z nocą świętojańską, są zdecydowanie późniejsze, wytworzone na zapotrzebowanie folkloryzmu, czyli nieprawdziwe, aczkolwiek ciekawe.

Przez te właśnie tradycje, obrzędy sobótkowe miały również charakter matrymonialny – w tym czasie kojarzyły się pary.

Puszczanie przez niezamężne panny wianków na wodę i zanurzanie w niej ziół, oprócz wróżb na zamążpójście - miało odpędzać złe demony. W wiankach witych przez dziewczęta w przeddzień św. Jana obowiązkowo musiały się znaleźć trzy najważniejsze w tym dniu zioła: bylica, piołun i dziurawiec (ten ostatni nazywano nawet zielem świętojańskim). Do nich panny dokładały kwiaty (najlepiej dziewięć sztuk) rosnące na polach i w ogrodach (chabry, rumianki, ruta), a do środka wstawiały zapaloną świeczkę. Do wody wrzucano po dwa wianki - panny i jej kawalera. Następnie miał miejsce kulminacyjny punkt programu, czyli obserwacja, co się z nimi dzieje. Jeśli wianki płynęły równo, a jeszcze lepiej zetknęły się ze sobą albo dobiły do brzegu, oznaczało to rychłe zamążpójście i długie szczęśliwe pożycie.
Najlepiej wróżyło, jeśli za takimi wiankami wskoczył i wyłowił je wybrany kawaler.
Panna, której wianek zaplątał się w zaroślach albo zgasła na nim świeczka, musiała na ślub jeszcze trochę poczekać. Najbardziej rozpaczać powinna ta, której wianek wpadł w wir i zatonął. Właścicielce przepowiadano staropanieństwo, nieślubne dziecko, a nawet rychłą śmierć.

Jeśli kto chce szukać w noc Kupały kwiatu paproci, powinien szukać rośliny o nazwie Nasięźrzał, bo sprowadza spojrzenia płci przeciwnej. Należy wtedy odszukać jego krzaczki, przed północą rozebrać się do naga, rozpuścić włosy, stanąć w rosie i rzec, co następuje:

Nasięźrzele, rwę cię śmiele
pięcią palcy, szóstą dłonią,
niech się chłopcy za mną gonią.



Daria Wajdeman-Waszyńska

Dodaj komentarz:

    KaMa pisze: (2010-09-08)
    Mnóstwo ciekawych informacji podanych w klimatycznej, przemawiajacej od razu do wyobraźni formie-dobrze się czyta!
    Ania pisze: (2010-08-19)
    Naprawdę świetny artykuł :) Mam nadzieję, że będą kolejne;)