Z biegiem rzeki, czyli kajakiem po Warcie

Dodano 25.08.2010 Autor: Karolina Matuszewska

            Odkąd pamiętam uwielbiałam wodę. Od najmłodszych lat podstawówki całe lato zamęczałam rodziców, żebyśmy pojechali nad jezioro –tak bardzo chciałam szybko nauczyć się pływać. Właściwie mogę powiedzieć, że odczuwałam taką potrzebę, jak to się mówi „ciągnęło” mnie do wody. Woda nigdy mnie nie przerażała. Nawet „podtopienia” we wczesnym etapie nauki-jasnym było, że woda i tak mnie „wypluje”. A poza tym - cóż to było w stosunku do tego tajemniczego, alternatywnego świata, który, miałam wrażenie jest pode mną! Później miałam okazję tylko się upewnić, że jest on tam rzeczywiście nurkując w ciepłych wodach południowych mórz- tylko ja i ta cicha, bezmierna przestrzeń, Wielki Błękit pełen niespotykanych gdzie indziej mieszkańców- mało jest rzeczy do których umiem to przyrównać. Człowiek w pewnym momencie ma takie wrażenie, że mógłby zerwać z twarzy maskę i po prostu popłynąć w tę głębinę… dobrze, że nie zaśpiewała wtedy żadna syrena, bo pewnie nie pisałabym teraz do Was…J. (A gdyby jeszcze była nią Sade i śpiewała jak w  „No ordinary love”…).

Później, z zazdrością patrzyłam też jak leżące nad rzekami europejskie miasta przyjaźnie skłaniają się ku nim, wykorzystując naturalne piękno i walory swych rzek dla swoich mieszkańców i turystów. I była to przyjaźń obopólna, bo ludzie naturalnie kierowali swe kroki na  przybrzeżne bulwary, miejskie plaże, do restauracji i klubów położonych na nabrzeżu i na barkach. A rzeka odwdzięczała się całym swym urokiem i malowniczością, tak w dzień, jak i wieczorami. Tak się składa, że Wronki, miasto koło którego mieszkam, też leżą nad rzeką, nad niezwykle malowniczą Doliną Warty. I wg mojej, być może subiektywnej opinii, jest to największy, naturalny walor tego miasta. A do tego kompletnie niewykorzystany. W  naszym kraju powoli napowrót zaczyna doceniać się rzeki. Tak więc wraz z mężem, zapalonym wodniakiem zresztą, postanowiliśmy: czas to zmienić i u nas. A przynajmniej spróbować. I tak, wg metody „małych kroków”, powstała we Wronkach przystań „Na Skarpie”, nota bene, to też moja, ale nie tylko moja opinia, ten naturalny punkt widokowy na rzekę, jest jednym z ładniejszych punktów w całym mieście, a może i najładniejszym?

No i wierzcie mi na słowo- widoki, które zapewnia wijąca się zakolami Warta, tak w górę rzeki, w kierunku Obrzycka, jak i w dół, w kierunku Sierakowa, urzekną Was na pewno. Osoby płynące po raz pierwszy zgodnie twierdzą: „Nie wiedzieliśmy, że Warta jest taka piękna”. Bo coś w tym jest- nawet miejsca znane z brzegu, z punktu widzenia rzeki wyglądają zupełnie inaczej. A ile jest tych zupełnie nieznanych, przez które nie prowadzi żadna droga! Cicho sunący po wodzie kajak, w otoczeniu przyrody-oto alternatywa dla osób szukających prawdziwego relaksu i innych form wypoczynku. Spokój może Wam zakłócić jedynie startujący przed Wami wodny bombowiec, czyli łabędź (wiosną na rzece jest ich cale mnóstwo), tnące wodę niczym F-16 jaskółki, kaczki, kormorany, czy lądujące na przybrzeżnych drzewach czaple. Przy odrobinie szczęścia można też zobaczyć kołujące nad rzeką bieliki, czy podchodzące do wodopoju sarny. I na pewno będziecie ciekawi, co ukaże się waszym oczom za następnym zakolem rzeki? Tereny są bowiem zróżnicowane i urokliwe. Wysiłek? Może być niewielki- wystarczy poddać się nurtowi, a rzeka sama Was poniesie. Chyba, że chcecie się zmierzyć sami ze sobą- wtedy można sobie powiosłować i podejść do spływu bardziej sportowo.

Jedyne z czym chcielibyśmy powalczyć to stereotyp strachu przed Wartą, który wiele osób niestety blokuje przed spróbowaniem. To prawda, rzeka jest szeroka (50m), ale wcale nie tak głęboka-miejscami wypłycania sięgają 1,50m, czasem nawet mniej. Ale ma ona niezwykle stabilny, spokojny nurt, nie posiada przeszkód, korzeni, kłód, zwalonych drzew, ani tak zwanych jazów, czyli nieoczekiwanych uskoków występujących na mniejszych rzekach o wartkim nurcie, takich jak Drawa, czy Wełna (dodam, że nasze kajaki mają dodatkowe komory wypornościowe celem zwiększenia stabilności i dlatego są praktycznie niewywrotne- osoby spływające wcześniej po tych rzekach twierdziły, że nie było tam spływu bez wywrotki, na Warcie zaś takowa się nie zdarzyła…). Z satysfakcją patrzyłam szczególnie właśnie na te osoby, które przełamując swój lęk przed wodą wsiadały do kajaka i wysiadały z niego…zachwycone. A jak już być może spróbujecie i być może złapiecie „bakcyla” i rzeka Was uwiedzie tak, jak kiedyś mnie i będziecie się  zastanawiać, co ona ma w sobie tak magnetycznego, odpowiem wam słowami z książki „Gdzie rzeka kończy swój bieg” Charlesa Martina: „Kiedy woda z rzeki dotrze do morza, pod wpływem słońca stanie się chmurami, a gdy te staną się dość duże, wiatr je przegna z powrotem w kierunku lądu, gdzie spłyną na ziemię deszczem. A co to znaczy? To znaczy, że rzeka tak naprawdę nie ma końca…”

Serdecznie zapraszam!

Karolina Matuszewska

 

Dodaj komentarz:

    KaMa pisze: (2010-09-08)
    Strach?wystarczy sprobować,a gwarantuje,że okaże się,że ma tylko wielkie oczy.A na motorowkę oczywiście zapraszam:)
    Irena pisze: (2010-08-26)
    bardzo ładnie,tylko jak przełamać strach
    Karolina pisze: (2010-08-26)
    Trzymam za was kciuki! Pokazaliście mi cudne i pełne spokuju misjaca w zasięgu ręki.
    kasia pisze: (2010-08-26)
    popieram inicjatywę! i już nie mogę doczekać się kolejnej przejaźdzki motorówką ;)